|
|
2012-01-26
Czwarty dzień tygodnia
|
Nabyłam dzisiaj "myśli na niepogodę". Mini książeczkę za mini pieniądze o niedźwiadku z mini rozumkiem. To nie jest moje pierwsza mini książeczka o Puchatku. Na pewno też nie ostatnia. Lubię mieć "na poczytanie" pocieszną ferajnę. Ale dziś te myśli na niepogodę się naprawdę przydadzą. Bo nie dość, że zimno i nie biało (sic!!!) to jeszcze w kościach łamie jak dawno mnie nie łamało. Niby tylko lekka gorączka i niewinny sporadyczny kaszelek..Ale czuję się jak borsuk przejechany przez tramwaj. Więc w ramach osłody czytam Pekińską Komę na przemian zagryzając Kubusiowym światem. I jak to stwierdził Kłapouchy: "jestem dziś nieszczęśliwy, bez prezentów i bez torcika z różowym lukrem, zapomniany i opuszczony..."
Więc jeśli istnieje gdzieś dobra wróżka to może niech przyniesie mi chociaż ten torcik, a w zamian niech zabierze ból moich mięśni. O nic więcej nie proszę...
|
|
Komentarzy:
1
|
|
2012-01-21
Sobota
|
Jest taki odcinek Przyjaciół o serniku. O niesamowitym, niebiańskim smaku ukradzionego sernika. Nie napiszę, że jeden z moich ulubionych - bo to oczywiste. Przyjaciół puszczanych prawie bez przerwy na różnych kanałach zdecydowanie najlepiej ogląda się w oryginale. Tyle nieprzetłumaczalnych (lub nieudalnie przetłumaczonych) żartów... No ale ten sernik. Właśnie ten sernik. Nie wierzyłam, że tak można. Znam wiele serników (oj zbyt wiele). Ale mamuniu... Trafiłam na MÓJ SERNIK!!! Na tą rozpływającą się błogość. Na tą serową lekkość i kremowość. I cały mój plan poszedł w przysłowiową długość. Miało być poświąteczne zaprzestanie i zapięcie paska o dzisurkę bliżej. Ale ten sernik. A w zasadzie ale to arcydzieło. Przypadkowo kupione od przydrożnej, chodnikowej sprzedawczyni. I mimo, że od kilku godzin już go nie ma to ja wciąż tęsknię. Za serowym niebem... Za serową ekstazą...
|
|
Komentarzy:
5
|
|
2012-01-17
Wtorek
|
Nie lubię tak nic nie pisać na blogu. Zawsze mam jakiś wewnętrzny głos ganiący mnie za niesubordynację. I nawet jak nie mam pomysłu na notkę to mnie lekko szarpie. Zresztą to doskonale widać. Zachowuję się conajmniej dziwnie. Podchodzę, otwieram wielokrotnie, obwąchuję, wglapiam się nietomnym wzrokiem i kombinuję. I z takich kombinowań (nie tylko blogowych, w życiu też mam taki syndrom) rodzą się rzeczy różne. I straszne i zarazem piękne.
Ostatnio poczęstowałam moich znajomych najnowszym pomysłem. Nie podzielili mojego entuzjazmu. Ba! Nawet poczucia humoru nie podzielili. Zupełnie nie wiem dlaczego. Ja przecież tylko, z braku interesujących przodków, wymyśliłam sobie dziadka Marszałka. I sprzedałam im tą opowieść. Dziadek Marszałęk Antoni Poturbicki z 7 dywizjonu piechoty morskiej (zupełnie się na tym nie znam sic!). Miał sumiaste podkręcone wąsy, orli nos i ukochanego kota Filutka. Pojął za 1szą żonę sławną przed wojną sopranistkę (która notabene nie była moją babcią). Kazał sobie mówić per Marszałku, do reszty społeczeństwa zwracał się przez "cudeńko". I tak dalej...
Tylko Anioł okazał wyrozumiałość. Sam miał dziadka dyrektora (nie pamiętam czego), więc on nie musi wymyślać. Zachęca mnie za to do dodawania następnych elementów historii wymyślonego dziadka. Obiecał mi również, że będąc następnym razem na pchlim targu poszukamy portertu dziadka Marszałka. Ku potomnym ;).
|
|
Komentarzy:
1
|
|
2012-01-11
Środa
|
To nie jest dobry tydzień. Na nic. No może już teraz mi tak bardzo nie dolega... Nie, jednak dolega. Jest takie powiedzenie "robisz plany, a Bóg się śmieje...". To co stałe, do czego nie mamy wątpliwości, że będzie trwać - pęka nagle jak bańka mydlana. Trochę dramatyzyję, ale jest mi smutno. Smutkiem wziętym z zaskoczenia. Smutkiem po stracie, ważnej cząstki mnie. Niezbędne decyzje, choć nie wiem jak słusznie podjęte i bez zawachania, nie zmniejszają smutku. Był psiak, kochane futerko, mądre i oddane węgielki. Wystarczyły 48 godziny...
Przepraszam, zamilknę. Jest mi za smutno...
|
|
Komentarzy:
3
|
|
2012-01-05
Przed weekendem
|
Wiecie skąd wiem, że naprawdę zbilża się długi weekend? Żadna z typowych odpowiedzi (tele, radio, kalendarz itepe) tu się nie ima. Nasz międzyosiedlowy żul zaczyna swoje tango obwieszczając swoją ogromną miłość do Danki na całe gardło:). Żeby nie było, że to mało sympatyczny żul - niektórzy wdają się z nim w dłuższy często dość sympatyczny dyskurs. Np:
- Danka?
- Cicho tam.
- Jest Danka?
- Nie, nie ma.
- A gdzie jest?
- W mięsnym.
- Danka, kocham cię....
Aż się chce specjalnie przystanąć i posłuchać. Żulek oprócz bycia pociesznym jest przy tym dokładny jak swajcarski zegarek Przez tydzień roboczy grzecznie się nie ujawnia. Przychodzi weekend godzina 19 - 19.30 zaczyna swoje charakterystyczne nawoływanie. Trwające z przerwami (w zależności zapewne od kondycji) od kilunastu minut do kilkunastu godzin. Takie to nasz poczciwe żulisko skutecznie ubarwia nam monotonne jestestwo. Dziś nie mogło być inaczej. Była 19, był i żulek była również Danka :).
|
|
Komentarzy:
11
|
|
2012-01-02
Poniedziałek
|
Najpierw piosenka. Potem clue.
Muzyka jest we mnie 99% czasu. Wpływa wyłowiona w tłumie, obija się w mózgu i czasem wybucha niekontrolowanie. Również ta niespodziewana, całkiem zapomniana i dość mocno zaskakująco żenująca. Tak też było tym razem, na szczęście bez udziału żenady osób trzecich. W ubiegłym tygodniu obudziłam się w środku nocy z melodią kołaczącą się w całym moim ciele. Posiedziałam dłuższą chwilę na łóżku próbując ją jakoś dopasować do rzeczywistości muzycznej ostatnich kilu lat lub przynajmniej nazwać ten nupiorny utwór. Załapałam rytm i noga już też bezwiednie wystukiwała się w podłogę. Zdążyłam jeszcze zawitać już w kuchni po szkalnkę soku kiedy mnie oświeciło. Na moje nieszczęście. To przecież znienawidzone "Biele jerozy", fascynacja mojego kuzyna sprzed ponad 20 lat. I teraz jeszcze większa żenada. Kuzyn musiał mi to dość namiętnie puszczać, skoro po tylu latach jeszcze przez kilka dni ją nuciałam znając dokładnie słowa ww piosenki.
I tu opiecana pointa: chociaż nie wiem jakbyś chciał przed bublem nie uciekniesz.
|
|
Komentarzy:
4
|
|
2011-12-31
Sylwek
|
Składkowa sałatka już czeka w lodówce. Zaraz zacznę wielkie przygotowanie. Prostownica do włosów się też grzeje. Niedługo wyciągnę wszystkie moje malowidła i przeobrażę się w pięknego motyla. Na tę jedną noc. Dla siebie, dla Anioła i dla moich przyjaciół. Ale zanim zacznę jeszcze tylko otworzę wino i z kieliszkiem w dłoni pozwólcie, że poślę Wam moje ulubione życzenia:
Szczęśliwego Nowego Roku i Szampańskiej Zabawy (nie tylko w tym jednym dniu).
Emle
|
|
Komentarzy:
1
|
|
2011-12-29
Czwartek
|
Siedzę sobie i pachnę :). Serio. I nic więcej. Wanilia i indyjskie daktyle mieszają się z wonią mojej skóry. W słuchawkach dawno niesłuchana Natasha Bedingfield. Siedzę sobie, pachnę i próbuję wykombinować składkowe jedzenie na sylwestra. I nic niestety się nie pojawia poza porowym quichem. Siedzę, a moje myśli płyną. Małe retroperspektywy minionego roku. Bilans znajomości i wszystkich pierdół, które skutecznie mi podniosły ciśnienie. Zasłyszane opinie, rzeczy powiedziane, usłyszane (czasem przeczytane) na własny temat. Nie jestem osobą robiącą przy końcu roku rachunek sumienia. Dzisiaj jednak myśli tak mi jakoś dryfują . Przyświecane egoistycznym światełkiem. I nawet nie wiem czy chciałabym napisać, że niestety (z żalem) egoistycznie. Jest mi zdecydowanie zbyt wygodnie w mojej skórze. Takiej mojej uwitej muszli z pluszem oraz wyobrażonym ogródkiem. Znam wszystkie okna, drzwi i wyjścia ewakuacyjne. Tylko czasem szkoda, że dookoła głupota i przede wszystkim bylejakość.
Nie zmienię świata w pojedynkę. Siebie też nie zamierzam. Odwieczny pat.
|
|
Komentarzy:
2
|
|
2011-12-23
HO!HO!HO!
|
|
|
Komentarzy:
3
|
|
2011-12-21
Prawie babski post
|
No to siup. Przyszła zima. Stało się. Pierwsze milony płatków na mojej twarzy niczym balsam. I na moim języku prawie przez cały czas zuchwale wyciągniętym. No i nie mogę pomiąć bólu policzków od szerokiego uśmiechu. Pierwsze śnieżki też już za mną. Ummm.... Jak cudownie.
W poszukiwaniu sprawdzonego przepisu na biszkopt przekartkowałam przy okazji mój notes. Założony kilka lat temu "na nową drogę". Czego tam nie ma. Magiczny murzynek z czekoladą, moje ulubione ptasie mleczko, wymyślona szarlotka z budyniem. Są naleśniki (nigdy nie pamiętam proporcj), przepisy mojej babci, ciotek i mamy, Kokosowo - bananowe wariacje, przepisy na specjalne potrawy (ciągle udoskonalane- pokreślone, dopisane). Są również przepisy wniesione przez Anioła i nasze wspólne inspiracje. Chińczyk, curry z kurczaka, qiuche z porami, mac&cheese, czy kurczak po indyjsku z nerkowcem... I wiele innych. I choć zrobiłam już te wszystkie potrawy (w większości nie jeden raz) to nie mogę się oprzeć i ciągle wyszperowuję nowe.
Jestem emle i jestem kubko-smakoholikiem.
|
|
Komentarzy:
5
|
|
2011-12-20
Poniedziałek
|
Jestem dzielną dziewczynką. Zwalczyłam w sobie. Przeżułam, przetrawiłam dzisiejszy smutek. Upiekłam go wraz ze świątecznym piernikiem. Wystawiłam go na balkon obok choinki. Niech tam sobie poleży. Niech przeleży całe święta i cały następny rok. Niech sobie przemyśli pewne sprawy. Niech ten smutek spojrzy z dystansem na mój błękit. Nie będę tęsknić. Nie będę czekać ani szykować się na jego powrót. Nie umaluję dla niego ust na kolor róży, nie ułożę sobie specjalnie dla niego fryzury ani nie ubiorę się w ulubione perfumy. Doskonale wiem, że z czasem wróci. Ale póki co niech sobie zostanie na balkonie. Może, a nóż, a widelec ktoś się na niego skusi i go ukradnie...
|
|
Komentarzy:
1
|
|
2011-12-17
Sobota
|
Pewnie też macie tak, że pierdółka srółka. Znaczy pierdółka jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi i przy okazji z rytmu. Nawet bardzo wyprowadzić. Dzisiejszą pierdółką jest nowy telefon teścia. Po prośbie zajęłam się ustawianiem aplikacji, opcji, kontaktów i dzwonków (argument " wszystko po staremu"). I biedziałam nad nim bite 3 godziny zachodząc w głowę jak się i co się itede. I na nic się zdała ogólna znajomość nokii. Poddałam się. Poddał się również Anioł po swoich próbach rozgryzienia dziadostwa. Teść też się poddał i wrócił póki co do starego telefonu. Nowy telefon wzieliśmy ze sobą w ramach obietnicy rozpykania go na zimno i oddania za tydzień....
Najlepsza jest zdecydowanie pointa. Jadąc przez miasto samochodem wymieniliśmy poglądy na ww temat w formie ogólno znanych nam przekleństw. I jak już skończyliśmy i upusciliśmy z siebie frustrację wyłączony telefon niespodziewanie zadzwonił dość zaskakującą melodyjką:
http://bezu-artur.wrzuta.pl/audio/7xs6jQq86KO/pust_wsiegda_budiet_sonce
Hitchcock? Surrealizm???
Dawno się tak głośno i tak długo nie śmiałam.
|
|
Komentarzy:
2
|
|
2011-12-16
Piątek
|
Psychodeliczna aura. Psychodeliczna pogoda za oknem. Już nawet nie pamiętam kiedy pisałam notkę o czekaniu z językiem na śnieg. To było zbyt dawno. I jak się nie doczekałam, tak go wciąż nie ma. Idą święta. Wokół parada dziwnych postaci. Szeregi szurających nogami, lekko przerysowanych kobiet pracujących, matek polek i znudzonych mężów, niecierpliwych tatusiów oraz tona rozwrzeszczanych dziatek. Takie cuda raz w roku. Nie odmawiam sobie tej przyjemności jeżdżenia do marketów i podziwiania. To takie uroczo powalające doświadczenie. Raz w roku taki ekstra bonus.
Z aury jedyny pozytyw. Muzycznie wróciłam do albumu Sade "Lovers rock". Te beaty, ten przydymiony głos w słuchawkach. Aż się nie chce opuszczać kokonu. Plus herbata i znów rozmowy do "en"tej nad ranem. Chyba faktycznie powoli idą święta.
|
|
Komentarzy:
3
|
|
2011-12-12
Poniedziałek
|
Nie wiem jak graficznie i słownie przedstawić mój kaszel. Wiem tylko, że brzmi on niezbyt zachęcająco. No ale nie o tym miało być...
Wczoraj wspięłam się na wyżyny. Absolutne wyżyny cierpliwości. Wywlekłam Anioła na spacer po Starym Rynku. Wywlekłam na podziwianie międzynarodowego konkursu rzeźby w lodzie. Czy jakoś tak. Ponieważ było nienajcieplej, a w dodatku lekki kacyk po sobotniej wizycie przyjaciół zachciało mi się kawy. Mało tego, ulubionej kawy na wynos. Kremowej Latte Machiatto z Neski. Więc stanęłam w kolejce. I stałam tak 20 minut. Cierpliwie znosząc gorąc, przepychające się tłumy i upierdliwą wszystkowiedzącą staruszkę. Stałam jak głaz uśmiechając się do Anioła (co by się nie zniechęcił). I kiedy się doczekałam i kiedy z uśmiechem kelnerka oznajmiłą, że nie ma kubków "na wynos" wcale mnie nie zgięło. Prawie wcale. I prawie wcale nie zemdlałam. I prawie wcale nie miałam ochoty komuś przylać. W zamian za to uśmiechnęłam się do kelnerki, jeszcze szerzej uśmiechnęłam się do Anioła i wychodząc z lokalu powiedziałam najszczersze i najbardziej czułe "kochamCię" by czasem nie dostać (całkiem zasłużenie) przez ten mój uparty łeb.
|
|
Komentarzy:
3
|
|
2011-12-06
Wtorek
|
Miało być biało. Miał być śnieg. A tu cały czas zakręcona jesienio-wiosna. Pogoda zwariowała. Moje szare komórki wariują. Ziewam z prędkością światła. I na nic się zdadzą kawy, herbaty i spacery. Zupełnie jakbym miała połknąć świat. A w dodatku wszędzie te przeklęte wyskakujące reklamy. Wyjące z nienacka. Blokujące okna i wnerwiające jak mało co. Z nowości wyszperane 2 rzeczy. Absolutnie niesamowity koncert Bobbiego McFerrina z Montrealu. Oprócz wszpaniałych 2 godzin dostarczył mi mały bonus. Przepiękne muzycznie sny pełne tej uwodzącej improwizacji :D
2 ga nowość to cała muzykografia Peggy Lee i piosenka prezent Mikołajkowy:
http://www.youtube.com/watch?v=eznRW0tCS9k
|
|
Komentarzy:
3
|